historia nazw ulic Warszawy - wstęp

W dzisiejszym odcinku przyjrzymy się historii ulic Warszawy widzianej przez pryzmat dwóch tekstów znalezionych przeze mnie w Internecie: www.warszawa.4eu.pl/2007/09/17/Warszawa__Coraz_wiecej_patronow_ulic_do_dekomunizacji/, czyli reakcji Jarosława Zielińskiego z Zespołu Nazewnictwa Miejskiego na listę przygotowaną przez krakowski oddział IPN oraz www.goniec.int.pl/GoniecWarszawski-4.pdf , konkretnie artykuł Stanisława Ludwika Krowickiego pt. “Straszaki warszawskich szkół i ulic“.

Najogólniej mówiąc, bliżej jest mi do stanowiska J.Zielińskiego, chociaż S.L.Krowicki przedstawia bardziej kompletny spis niefortunnych patronów, zabarwiony jednak dużym subiektywizmem. Zabrakło w nim m.in. członka władz KPP i sowieckiego dygnitarzy Józefa Ciszewskiego (Ursynów), sekretarza PPR w getcie warszawskim Józefa Lewartowskiego (Muranów) czy dowódcy “specgrupy” Sztabu Głównego GL, malarza Franciszka Bartoszka (Mokotów). Znaleźli się w nim za to m.in. Konstanty I. Gałczyński, Tadeusz Boy-Żeleński i…Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki. Autor zdaje się sugerować, że jedynym powodem nadania jego imienia ulicy był lojalizm względem Rosji, nie zaś zasługi dla polskiej gospodarki: utworzenie Banku Polski, Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, wspieranie przemysłu wydobywczego i włókienniczego. Gdyby tak było to na miano najbardziej serwilistycznego okresu dziejów Warszawy zasługiwałaby…II RP, ponieważ właśnie wtedy imię potomka ruskich kniaziów nosiła ulica na Muranowie, która po II wojnie została zlikwidowana przy budowie ulicy Marchlewskiego (dziś Jana Pawła II). Zdaję sobie sprawę, że autor myślał o tzw. Kolonii Lubeckiego, czyli coraz rzadziej chyba tak nazywanej części Ochoty wokół placu Narutowicza, jednak gdyby traktować całkowicie serio postulat upamiętniania jedynie aktywnych uczestników walki o niepodległość “od kolebki po grób”, trzeba byłoby usunąć wielu innych warszawskich patronów na czele ze Stanisławem Staszicem, Henrykiem Wieniawskim, Edwardem Odyńcem i Aleksandrem Kakowskim. Podobnie trudne byłoby ocenianie artystów i literatów takich jak Gałczyński jedynie pod kątem wyborów moralnych i sympatii politycznych. Moim zdaniem, czym innym jest uznawanie czyjegoś wkładu do kultury narodowej, a czym innym - rzetelna informacja na temat jego drogi życiowej, np. w trakcie lekcji wychowawczych.

Nie do końca również rozumiem wykaz patronów zdaniem Krowickiego niesłusznie usuniętych przy zmianach nazw ulic przy 1990. W podobnym spisie zamieszczonym w atlasie aglomeracji warszawskiej PPWK z 1998 znalazłem tylko troje z nich: Dziekońskiego, Wysłouchową i Spasowskiego, z tym, że w tym ostatnim wypadku chodziło o przywrócenie nazwy przedwojennej. W co najmniej czterech opisanych przypadkach (Janicki, Trembecki?, Warneńczyk, Wężyk) “winę” ponoszą władze z okresu z PRL, które postanowiły niektórych przedwojennych ulic nie odbudowywać lub nie wytyczać, tam gdzie były projektowane, szczególnie dotyczy to Muranowa, Rudy-Marymont i południowego Mokotowa. Co dziwniejsze, niektóre z wymienionych postaci udało mi się znaleźć na planach (J. Brandt - Groty, S. Tarnowski - Placówka), a jeszcze innych nigdy na nich nie widziałem. Czyżby chodziło o jakieś utrącone propozycje prawicowych radnych? Byłby bardzo wdzięczny za wszystkie informacje na ten temat.

Jedno jest pewne: powojennej Warszawie zawsze brakowało konsekwentnie wdrażanych pomysłów na nazwy ulic. Jedynym stałym “trendem” było upamiętnianie polskich bojowników o komunizm, których nazwiska pojawiły się na tabliczkach nawet w najodleglejszych, wypranych z innych historycznych nazw rejonach Warszawy jak Choszczówka (Natalia Gąsiorowska), Opacz (Bolesław Gidziński) czy Międzylesie (Roman Paziński). Ciekawe decyzje podejmowano w sprawie nazw o geograficznej proweniencji. Ostała się ulica Lwowska, Nowogródzka, Wileńska, Kijowska, za to “czystkę” przeprowadzono na Sadybie. Zniknęła kojarząca się z Legionami Piłsudskiego ulica Szczypiornieńska oraz pamiątki po kresowych uzdrowiskach jak Druskiennicka czy Truskawiecka, choć pozostawiono Morszyńską, która wraz z uchodźcami przywędrowała do Elbląga. Nikogo nie razili też polegli w walkach legionowych Aleksander Sulkiewicz (okolice Łazienek) i Edward Gibalski (Wola) ani zasłużony dla budownictwa na Żoliborzu generał Czesław Rybiński.

W nowej rzeczywistości politycznej przywrócono część nazw przedwojennych, chociaż nie wszędzie było to możliwe z powodu odmiennego przebiegu ulic. Próbowano również oddać cześć bohaterom przemilczanym w okresie PRL, jednak moim zdaniem nie zawsze były to decyzje przemyślane. Zgadzam się z opinią Krowickiego, że na Bielanach można było znaleźć inną ulicę, która mogła nosić imię Zgrupowania AK “Żyrafa”, choćby Balcerzaka lub Parola albo np. Alfreda Lampego, teraz znaną jako ahistoryczny Słodowiec. Nie domyślam się też, dlaczego akurat ulica Parczewska otrzymała imię kardynała Aleksandra Kakowskiego, jeżeli o tym mieście na Lubelszczyźnie słyszało na pewno więcej warszawiaków niż o Międzyborzu koło Opoczna, żeby pozostać tylko przy tej części Pragi-Południe.

Zgadzam się z opinią, że dekomunizację nazw ulic należałoby przeprowadzić do końca, ponieważ do tej pory sprawia połowiczne wrażenie, np. w Ursusie i ostatnio w Rembertowie była dokładniejsza niż na Kole i Targówku. Zgadzam się z przytoczoną opinią Andrzeja K. Kunerta o wyróżnianych GL-owcach: Czyści komuniści, działali w momencie, gdy trwał sojusz Stalina z Hitlerem. To prawda, że Niemcy ich mordowali, ale przecież nie tylko dlatego zostawali patronami ulic. Nie ma powodu, by byli nimi w demokratycznej Polsce. Powinno stosować się żelazną zasadę: jeżeli dana osoba nie otrzymałaby swojej ulicy nie działając w ruchu komunistycznym, nie jest jej godna. Oczywiście jestem przeciwny wymuszaniu zmian wbrew woli mieszkańców, jednak mam nadzieję, że doczekam momentu, kiedy procedury administracyjne staną się tak tanie i proste, a świadomość historyczna tak wysoka, że miejsce wszystkich męczenników reżimu zajmą ludzie bardziej na to zasługujący. W następnym odcinku podam nazwiska przynajmniej części moim zdaniem niesłusznie zapomnianych przedwojennych warszawskich patronów.

PS. Jak słusznie twierdzi Zieliński, koszty zmian mogłoby zredukować znalezienie godniejszych o podobnych nazwiskach. Do Świątkowskiego i Rydygiera dorzuciłbym jeszcze poznański przykład zamiany Mariana Buczka na PSL-owskiego dziennikarza Karola Buczka. Może wymienić Kazimierza Grodeckiego na historyka mediewistę Romana a Jana Kędzierskiego na XIX -wiecznego malarza Apolinarego?

PS2. W odróżnieniu od Zielińskiego nie uważam, żeby człowiek, który po udowodnionym plagiacie musiał zrezygnować z członkostwa w Polskiej Akademii Literatury, jakim był Wincenty Rzymowski, był godnym patronem ulicy. W Warszawie w zmianie przeszkadzałoby na pewno znaczenie arterii, jednak mam nadzieję, że kiedyś tym tematem zajmą się radni Gdyni.

1 komentarz »

  1. ulica warszawa « ohy009 powiedział(a),

    grudzień 22, 2007 @ 2:41 pm

    [...] historia nazw ulic Warszawy - wstęp « Nazwyulic’s WeblogWzdłuż parku Ujazdowskiego pojawiła się wystawa Warszawa z lotu orła. Zdjęcia z tej wystawy [...]

Kanał RSS komentarzy dla tego wpisu · Adres TrackBack

Zostaw komentarz